Wakacje

Wakacje

 

ks. Zbigniew Kapłański
Czy Pan Bóg ma wakacje?

 

  Wakacje się skończą, święto nie musi
Miałem kiedyś zastępstwo w pewnej klasie szkoły podstawowej i wtedy właśnie któreś z dzieci zadało mi pytanie: Czy Pan Bóg ma wakacje? Jak dziecku odpowiedzieć na to pytanie? Młodzież, czy dorośli zwykle potrafią zauważyć, że gdy mówimy o Stwórcy ludzkimi słowami, gdy używamy ludzkich pojęć, to na pewno zniekształcamy prawdę. Człowiek się męczy, Pan Bóg, który jest czystym duchem nigdy się nie zmęczy, nie musi zatem odpoczywać. Pan Bóg Trójca Święta jest nieustanną Jednością Osób, nie potrzebuje specjalnych okoliczności, by tę Jedność odświeżać, by coraz lepiej się poznawać. Oczywiście, nie da się mówić jakimś nieludzkim językiem, takiego nie ma. Ale trzeba pamiętać, że Osoba Boga przekracza nasze wyobrażenia, a tym bardziej słowa.

 

    Korzystając jednak z postawionego pytania można zauważyć bardzo ciekawe prawdy. Nie tylko ciekawe, również takie, które nam mogą się przydać w życiu, które mogą to życie upiększyć.

Wakacje bez Pana Boga?

Skoro Pan Bóg nie potrzebuje wakacji, to czy mogą być wakacje bez Pana Boga? Spróbuję dzisiaj uzasadnić, że można, ale po prostu nie warto. Bo wakacje bez Niego to jakby odlot na odległą galaktykę bez wyraźniej możliwości powrotu. Raczej chcemy wrócić do najbliższych osób, do planów i marzeń.

 

     A zatem. Jak przeżyć wakacje z Panem Bogiem? Jak spędzić ten czas w taki sposób, aby nie tylko z radością wrócić do ukochanych osób, ale by te osoby chciały do nas wrócić, widząc, że jesteśmy szczęśliwsi. Jak w czasie wakacji zaczerpnąć szczęścia i uczyć się je dawać innym?
Na czym wakacje polegają?

    Chyba nie ma sensu tego definiować, zawsze byłaby to próba usztywnienia tego, co właśnie kojarzy się z wolnością. Ale dzisiaj mamy spojrzeć na wakacje z perspektywy Pana Boga. Jeśli już wiemy, że do Niego nie ma co dopasowywać pojęcia wakacji, to może zastanówmy się, czy można mówić o wakacjach według Woli Bożej? A jeśli można mówić o takich wakacjach, to czy to nie będzie czas strasznej nudy i sztywności? Czy to tylko odmawianie jednej litanii po drugiej i to po codziennej Mszy Świętej?

 

    Może zacznijmy od niewątpliwie prawdziwego zdania: Pan Bóg wymyślił wakacje, albo inaczej: Pan Bóg chce dla nas wakacji. Bo chce, abyśmy wypoczęci podejmowali trud sensownego wysiłku. Chce, abyśmy poznawali piękno stworzonego przez Niego świata, chce, abyśmy w gronie rodzinnym, w grupie przyjaciół coraz lepiej się poznawali, aby łatwiej było potem żyć, aby chętniej sobie nawzajem pomagać. Ale jak zawsze mamy wolność. Możemy poznać piękno świata, możemy poznać grzech. Możemy nauczyć się radości pomagania innym, możemy też nabrać wprawy w krzywdzeniu. Od nas ostatecznie zależy, czy ten czas wykorzystamy w taki sposób, aby z niego naprawdę skorzystać.

Wakacje kojarzą się robieniem tego, na co mamy ochotę. A jak mielibyśmy ochotę na coś niedobrego? Jeśli ogarnia nas ciekawość, jak smakuje grzech? Tu mamy pierwsze zadanie. Dla każdego - niezależnie od wieku, płci, stanu i urzędu. W to, na co mamy ochotę, trzeba wprowadzić rozum i wyobraźnię. I zacząć tym rządzić.


     Użyję tu znanego i trafnego porównania. Jeśli kapryszące dziecko natarczywie i krzykliwie wypowiada swoje żądania, to szukamy sposobu, aby je ujarzmić. Bo doskonale wiemy, że ciastko zjedzone pół godziny przed przygotowanym obiadem trochę utrudni rozsmakowanie się nawet w ulubionych potrawach. Doskonale wiemy, że jeśli dziecko z dwoma drucikami w dłoniach biegnie z zapałem w stronę kontaktu w ścianie, to zrobimy wszystko, aby do tego kontaktu nie dotarło, mało tego, zrobimy wszystko, aby temu dziecku wybić z głowy podobne śmiercionośne pomysły. Podobnie z naszymi kapryśnymi ochotami. Trzeba je sobie tłumaczyć, ujarzmiać, kształtować. Bo po co przez całe życie pokutować za coś, czego można było łatwo uniknąć?

 

    Co jeszcze jest zgodne z Wolą Bożą?

Podczas roku szkolnego zwykle nie mamy czasu na rozwijanie zainteresowań. Nie tylko chodzi o turystykę czy sport. Może pasjonuje nas hodowla rybek w akwarium, może interesujemy się geografią, albo programowaniem? Na pewno Pan Bóg będzie szczęśliwszy (to znów antropomorfizm, czyli mówienie o Bogu po ludzku), gdy poznamy choćby z filmów czy książek odległe lądy czy morza. Na pewno sami skorzystamy, gdy poznamy lepiej niż dotychczas sposób karmienia naszego kanarka czy królika. Na pewno będziemy mądrzejsi i szczęśliwsi, gdy posiedzimy u kogoś, dla kogo najbliżsi nie mają czasu. Co jeszcze jest zgodne z Wolą Bożą? Włączenie się, albo nawet zainicjowanie pomocy tym, którzy tego potrzebują (zwróćmy uwagę, że często ci naprawdę potrzebujący nie mają śmiałości, aby o pomoc prosić, bywają też tacy, którzy nie bardzo wiedzą, co jest dla nich korzystne i proszą o to, co ich psuje). Na pewno Pan Bóg lubi, gdy na dobrze zorganizowanym obozie staniemy się bardziej samodzielni, gdy nauczymy się orientacji w terenie czy jakichś czynności kuchennych, gdy wyznaczą nas do pomocy przy przygotowywaniu posiłków.

 

     Ale to wszystko dotyczy wakacji. Tylko wakacji, chociaż już nauczyliśmy się w nich zauważać Wolę Bożą. A coś więcej?

Od wakacji do świętowania

Aby Dzieło Boże nie było zmarnowane nie wystarczą wakacje! Pan Bóg wymyślił również coś niewątpliwie ciekawszego! To świętowanie. Prawdziwe świętowanie to nie tylko wypoczynek, to nie tylko czas spędzony z rodziną, z bliskimi. Świętowanie, to radość wynikająca z Bożej przyjaźni. Nawet po ludzku potrafimy to zrozumieć gdy ktoś bardzo bliski przyjeżdża po długiej nieobecności, to każda minuta wydaje się szczególna, wyjątkowa, świąteczna. Wyprodukowano kiedyś film zatytułowany Tydzień niedziel chodziło o radość, jaką przeżywał nastoletni bohater filmu, gdy wrócił z daleka jego tata. Film wcale nie był pobożny, ale doskonale pokazywał intuicję świętowania to bliskość przyjaciela.

Podczas misji w pewnej parafii pracujący tam franciszkanin używał wielu porównań ze świata zwierząt. Między innymi powiedział, że po Komunii Świętej możemy zachowywać się jak mama kangurzyca, która niedawno urodziła maleństwo. Nikt nie musi wiedzieć, że ma w swojej torbie dziecko. Ona jednak nieustannie o nim pamięta, niejako żyje dla niego. Komunia Święta w naszym sercu zmienia nasze zachowanie wobec ludzi, wobec świata. Jeśli jakiegoś dnia nie idę na Mszę Świętą, to podobnie mogę przeżywać Obecność Boga we mnie. Nazywamy to niekiedy Komunią duchową. Zaczyna się od wiedzy - trzeba sobie to przypominać, powtarzać, aż wreszcie zrośniemy się z tą myślą, stanie się rzeczywistym powodem radości, poczucia bezpieczeństwa, pogody ducha.

Wysiłku się nie żałuje


     To chyba najbardziej przydatna działalność człowieka uczyć się źródła własnego szczęścia. Tego wysiłku nigdy nie będziesz żałować, to pozostanie na zawsze, staje się motywacją działania, sposobem skutecznej walki z lenistwem i egoizmem. Bo jak się lenić, jeśli Pan Bóg mnie kocha na tyle, że wydał swego Syna za moje życie wieczne? Jak zgadzać się na egoizm, skoro Jezus ofiarował Samego Siebie i pokazuje, że dopiero wtedy człowiek dorasta do zadania, do jakiego został powołany, dopiero wtedy wpełni doświadcza godności?
Może wykorzystasz wakacje, aby nauczyć się świętowania. Wakacje się skończą, ale świętowanie zostanie w Twoim sercu, jako postawa życia. No i życzę, aby nieraz ktoś Cię zapytał: Skąd Ty masz taką pogodę ducha, skąd u Ciebie tyle cierpliwości?. Wtedy zacznij tę osobę uczyć świętowania

 

     Wyobraź sobie, że nadchodzący dzień jest Twoją wizytówką. Jeszcze wieczorem pomyśl, jak chcesz go przeżyć. Co powinieneś, co chciałbyś, czego oczekują bliscy, co jest możliwe. I ułóż sobie, jak przeżyjesz każdą godzinę. Tylko pamiętaj, że Twój plan nie jest bożkiem. Jak ktoś albo zwykłe okoliczności powiedzą coś ważnego, to dopasuj do ich głosu swój pomysł, swój plan.
Chcesz się wyspać? Przecież Ci wolno. Powiedz sobie, że będziesz spał na przykład do południa. Ale nastaw dwa budziki, albo nastaw babcię, aby Cię obudziła. Zacznij rządzić swoim odpoczynkiem.
Drażni Cię to, że o czymś często zapominasz? Że jesteś niepunktualny? Że nie zauważasz oczekiwań osób, które Cię otaczają? Pomyśl, jak nad tym pracować. Będziesz szczęśliwszy, gdy zobaczysz na własne oczy, że to, co Ci dotychczas przeszkadzało, co Ci w samym sobie przeszkadzało - da się zmienić. Może nie od razu radykalnie, ale każdy krok do celu cieszy.

Pamiętasz, po co żyjesz?


     Lubisz robić zdjęcia? To też trzeba ćwiczyć. Ucz się spostrzegawczości, sfotografuj ciekawie ułożone chmury, pełen nadziei pąk kwiatu, rozkoszny uśmiech niemowlęcia, albo dostojną, piękną twarz staruszki (pamiętaj, że aby fotografować ludzi powinno się mieć ich zgodę). Potem, już w ciągu roku możesz zrobić wystawę własnych fotografii, choćby we własnym pokoju. Popatrz na słońce, na zieleń. Zaśpiewaj, zatańcz. To dar Boga dla Ciebie. A może pokaż ten dar innym Na pewno nie stracisz!


     Popracuj na własną twarzą. Skorzystaj z lustra, może z własnego odbicia w oczach innych ludzi. Oceń, czy z Twojego wyrazu twarzy promieniuje radość, czy ktoś się nie boi Twojego skrzywienia? Pobaw się trochę robieniem głupich min. A potem poćwicz mięśnie twarzy, aby Twój własny uśmiech Tobie się podobał. Aby częściej ozdabiał oblicze. Aby pomagał innym.
Przypomnij sobie swojego Anioła Stróża. Czy ma z Tobą kłopoty? Czy czasem musi prosić swoich kumpli, aby mu pomagali strzec Ciebie? Co zrobisz, by mu ułatwić zadanie związane z opieką nad Tobą?


     Gdy spotkasz człowieka, który jest smutny lub zdenerwowany zastanów się, czy Twój uśmiech, Twoje podziękowanie, Twoja uprzejmość nie rozjaśnią mu świata. A czemu jest smutny? Zdenerwowany też nie jest bez powodu.
Pamiętasz, po co żyjesz? Jezus Chrystus zaprasza nas do zbawienia i zmarnowany jest każdy dzień, w którym do tego celu się nie przybliżymy choćby o krok. Trudne? Wręcz przeciwnie, zauważ, że realnie przybliżasz się do zbawienia wówczas, gdy zapanujesz nad niecierpliwością, kiedy włożysz wysiłek, aby się nie spóźnić i przez to uszanujesz człowieka, który na Ciebie czeka, przybliżasz się do zbawienia, jeśli zrobisz coś w domu tak, jakbyś robił to dla Niego.


     Najszczęśliwszy jest ten człowiek, który zauważył, że jest wyjątkowy. Gdy zauważy, jak bardzo obdarowany jest przez Pana Boga. Dlatego jednym z najskuteczniejszych sposobów na szczęście jest wdzięczność zarówno wobec Stwórcy, jak i wobec ludzi. Dziękuj a będziesz szczęśliwszy!
Ks. Zbigniew Kapłański